Domowa pizza na cienkim cieście

57981_95158_14252402791318_fa9b45b51aa2b7ca9a56219c9dac9f260e1cc10b-w602

Jeśli macie ochotę na domową pizzę, o niebo lepszą niż w najlepszej pizzerii, to przedstawiam Wam przepis znaleziony dawno temu na idealne, według mnie ciasto. Spróbujcie, bo robi się je naprawdę szybko i łatwo a niesamowity efekt murowany.

Ciasto (na 3 duże pizze):
- 3 szkl. mąki
- pół kostki drożdży
- łyżeczka cukru
- łyżeczka soli
- dwie łyżki oleju (lub oliwy z oliwek)
- 2-3 łyżki ziół prowansalskich
- ok. szklanki ciepłej wody

Mąkę wsypujemy do miski, dodajemy drożdże i dobrze mieszamy. Następnie wsypujemy sól, cukier, olej, zioła prowansalskie i ponownie mieszamy. Wyrabiamy ciasto stopniowo dodając wodę. Ciasto wyrabiamy do tej pory, aż nie będzie kleiło się do rąk. Odstawiamy na ok. pół godziny w ciepłe miejsce (np. na kaloryfer).

Dodatki (oczywiście można dodać co tylko się chce, ale podam Wam swoje dodatki, które świetnie kompnują się z ciastem)
- pierś z kurczaka (pokrojona na średniej wielkości kawałki i podsmażona w przyprawie do gyrosa)
- cebulka
- kukurydza
- papryka czerwona
- ser feta
- ser żółty
- kiełbaska

Kiedy ciasto wyrośnie rozwałkowujemy je na taka wielkość, jaką mamy blaszkę. Smarujemy przecierem pomidorowym, posypujemy przyprawą do pizzy lub bazylią i nakładamy dodatki. Zasypujemy serem i na wierzch układamy kiełbaskę.
Pieczemy w 220 st. około15-20 min. Podajemy z sosem czosnkowym i ketchupem. SMACZNEGO! :)

Trudne początki karmienia piersią

karmienie-piersia-olej-cbd

O zaletach karmienia można by długo opowiadać. Mleko mamy jest dla dziecka najzdrowsze, ponieważ zawiera doskonale zbilansowany skład dostosowany do potrzeb maleństwa, którego nie jest w stanie zastąpić choćby najlepsze i najdroższe mleko modyfikowane. Dziecko otrzymuje szereg przeciwciał, dzięki czemu jest bardziej odporne na wszelkiego rodzaju choroby. Pokarm matki ma zawsze idealną temperaturę i jest w każdej chwili gotowy do podania. A do tego ma najładniejsze opakowanie! :) Również matka korzysta na karmieniu piersią. Po porodzie u kobiety karmiącej szybciej przebiega proces obkurczania się macicy. Ponadto w wielu przypadkach karmienie piersią przyczyniło się do szybszej utraty wagi. Same pozytywy!

Jednak co robić, gdy karmienie piersią zupełnie nam nie wychodzi? Poddać się czy walczyć do końca? Moja odpowiedź: walcz, bo warto! Wiem coś o tym, ja też walczyłam i wylewałam morze łez. Ale poradziłam sobie i karmiłam Jasia przez 10 miesięcy. Przedstawię Wam główne problemy jakie spotkałam na mojej drodze.

1. Wklęsłe brodawki. Dziecko zupełnie nie chce chwytać cyca a z głodu wyrywa się i nie współpracuje. Ty się denerwujesz i zrezygnowana sięgasz po butelkę. Błąd! Jeśli malec płacze, uspokój go i próbuj jeszcze raz. Przed każdym karmieniem wyciągaj brodawki masując je kulistym ruchem. To znacznie ułatwi mu uchwycenie cyca. Tutaj ważna jest cierpliwość i spokój, nerwy w niczym Ci nie pomogą. Poza tym nie skupiaj się na jednej pozycji, być może na siedząco Wam nie wyszło, ale w pozycji spod pachy pójdzie dużo łatwiej.

2. Popękane brodawki. Zmora wielu matek karmiących, także moja. Karmienie w tym okresie wspominam jako koszmar. Miałam pęknięte brodawki, ale mimo to przystawiałam synka do piersi. Płakałam i zaciskałam zęby, bo takiego bólu nie czułam chyba nawet przy porodzie. Ale na to też jest sposób. Przede wszystkim trzeba wietrzyć brodawki i smarować je własnym mlekiem. Jeśli jesteś akurat sama w domu to nic nie zaszkodzi, jeśli po prostu zdejmiesz koszulkę i stanik i przez 10-20 minut pozwolisz swoim brodawkom „złapać powietrza”. Pomocne mogą się również okazać maści tj. Maltan,Purelan 100 czy Bepanthen. Ja używałam także zwykłej lanoliny w czystej postaci.

3. Kryzys laktacyjny. Pojawia się zazwyczaj w 3,6 i 9 miesiącu życia dziecka. Wówczas masz wrażenie, że Twoje piersi zupełnie nie produkują mleka a dziecko jest wciąż głodne. Tu również potrzeba cierpliwości. Najlepszą metodą jest jak najczęstsze przystawianie malucha do piersi, nawet co pół godziny. Dzięki temu kryzys zostanie zażegnany w ciągu 3-4 dni. Nie dokarmiaj wtedy dziecka! Bo problem będzie się ciągnął tygodniami, aż w końcu faktycznie stracisz pokarm.

4. Ząbkowanie. Niby to nie problem, ale mój maluch w tym czasie zupełnie odmawiał piersi. Moim sposobem było karmienie przez sen. Wtedy maluch opróżniał pierś i się najadał. Kiedy się nie udawało ściągałam mleko laktatorem, by nie utracić laktacji.

5. „Chude mleko” i nie najedzone dziecko. Nigdy nie wiesz w takie bzdury. Nie ma czegoś takiego, jak „chude mleko”. Twoje mleko jest idealnie dopasowane do potrzeb Twojego dziecka.

6. „Daj sobie spokój, i tak Ci nie wyjdzie. Tylko dziecko zagłodzisz”. Zdarza Ci się słyszeć takie opinie? Nie słuchaj tego, co mówią inni. To Ty jesteś matką i Ty wiesz, co jest dla Twojego dziecka najlepsze.

Wierzcie mi, nie jest łatwo karmić piersią. Ale naprawdę warto! Bo gdy patrzysz jak Twoje dziecko zdrowo rośnie i się rozwija zapominasz o wszelkim bólu i problemach, bo wiesz że zrobiłaś wszystko co w Twojej mocy. Powodzenia!

Czym kierować się przy wyborze zabawki dla dziecka?

Domyślam się, że nie tylko ja mam problem z wyborem odpowiedniej zabawki dla mojego synka. W dzisiejszych czasach „zabawkowy” rynek jest tak ogromny, że trzeba naprawdę się natrudzić by odpowiednio ulokować swoje pieniądze. Czym zatem kierować się przy wyborze wyjątkowej, niepowtarzalnej zabawki?

1. Dla mnie numerem jeden jest jakość materiału, z jakiego została wykonana zabawka. Musi być trwała, bo dziecko wiele razy przerzuca, podrzuca i wyrzuca zabawki. Wystarczy mały odłamany fragment i maleństwu może stać się krzywda.

2. Kształt zabawki. Zawsze zwracam uwagę, czy nie ma niebezpiecznych kantów czy wystających ostrych zakończeń.

3. Elementy ozdobne. Mam tu na myśli długie wystające sznurki czy taśmy, którym dziecko mogłoby się udusić. Zdecydowanie unikajmy takich zabawek.

4. Funkcje, jakie posiada zabawka. Dla maluchów poleca się zabawki edukacyjne, rozwijające jego zdolności umysłowe i manualne.

5. Atesty. Zawsze zwracajmy na to uwagę. Dobra zabawka to taka, która posiada jak najwięcej atestów.

6. Cena. Nie oszukujmy się, to ważne kryterium. Pamiętajmy, że nie zawsze wysoka cena ma odzwierciedlenie w jakości zabawki. Dlatego przy zakupie zabawek kierujmy się zawsze rozsądkiem!

Jeśli akurat zastanawiacie się nad zakupem zabawki dla dziecka z tego miejsca mogę polecić Wam jedną, która w naszym przypadku robi furorę. To Autobus Little People od Fisher Price. Jest z nami odkąd Jaś skończył 8 miesięcy. Dziś ma rok i 2 miesiące a autobus jest dla niego coraz bardziej fascynujący. Zawsze zastanawia mnie to, czy on kiedykolwiek mu się znudzi :)

DSCN1775

DSCN1765

DSCN1781

DSCN1786

Autobus Little People to interaktywna zabawka, która z pewnością zainteresuje każdego małego odkrywcę. W zestawie znajduje się autobus oraz trzy figurka pasażera i kierowcy. Jakie posiada funkcje? Śpiewa, mówi, jeździ… Ponadto można otwierać i zamykać drzwi, umieszczać figurki na siedzeniach oraz odchylać znak STOP. To zdecydowanie to, co dzieciaki kochają najbardziej.

Jeśli zależy Wam na rozwijaniu kreatywności i wyobraźni Waszych dzieci to naprawdę warto zastanowić się nad zakupem tej zabawki. Jeśli chodzi o jakość wykonania i cenę, to zdecydowanie nie przepłacicie. To dobra zabawka za dobrą cenę.

KONKURS!

plakat konkursowy

Kochani, mamy już 100 fanów na Facebooku za co z całego serca Wam dziękujemy! Z tej okazji mam dla Was obiecany konkurs!

Pogoda za oknem zdecydowanie zmusza do refleksji, dlatego tematem naszego konkursu są WSPOMNIENIA. Co trzeba zrobić, żeby wygrać wspaniałą nagrodę?
1. Polubić profil Jasiowa Mama na Facebooku.
2. W komentarzu pod plakatem konkursowym udzielić odpowiedzi na pytanie:
JAKIE JEST TWOJE NAJPIĘKNIEJSZE WSPOMNIENIE
ZWIĄZANE Z TWOIM DZIECKIEM?

Odpowiedzią może być tekst, zdjęcie, film, wszystko cokolwiek przyjdzie Wam do głowy. Ufam w Waszą kreatywność :) Czekam na ciekawe komentarze, śmieszne lub takie, które doprowadzą mnie do łez.
3. Możecie udostępnić plakat konkursowy, ale nie jest to konieczne.

I teraz najprzyjemniejszy punkt konkursu, czyli nagroda. Zwycięzca konkursu otrzyma Ramkę Bobasa 3D. Uwierzcie mi, to nagroda warta wysiłku :)

Konkurs trwa od 05 listopada do 25 listopada. Zatem, zapraszam do zabawy! :)

REGULAMIN:
1. Organizatorem konkursu jest autor bloga, czyli Jasiowa Mama.
2. Konkurs trwa zaczyna się 05.11.2015r. i kończy 25.11.2015r. Zadaniem uczestników jest udzielenie kreatywnej odpowiedzi na pytanie: ” JAKIE JEST TWOJE NAJPIĘKNIEJSZE WSPOMNIENIE ZWIĄZANE Z TWOIM DZIECKIEM?”
3. Uczestnikiem konkursu może być każda osoba, która ukończyła 18 lat.
4. Zwycięzcę konkursu wybierze Jury w składzie Mama, Tata i Jaś.
5. Wyniki konkursu ukażą się w ciągu 3 dni od daty zakończenia konkursu i zostaną opulikowane w tym poście oraz na profilu Jasiowa Mama na Facebooku.

Więcej konkursów dla dzieci i kobiet w ciąży znajdziesz na stronie Konkursowe Mamy – Kliknij tutaj

Gdy umiera dziecko, zamiera cały świat.

placzaca650

W ostatnich dniach świat obiegła wiadomość o śmierci dwuletniego chłopczyka w Opolskim szpitalu. Dziecko zmarło na Izbie Przyjęć. Rodzice zgłosili się z wysoką gorączką oraz wymiotami i bólem brzucha, co wstępnie uznane zostało za zatrucie pokarmowe. Jak się okazało przyczyną zgonu dwulatka była sepsa, postępująca w niezwykle szybkim czasie.

Można by długo mówić o tym, jakie błędy popełnili lekarze. Być może gdyby wcześniej przyjęto dziecko udałoby się w porę podać antybiotyk. Możliwe, że nawet gdyby dziecko zostało wcześniej przyjęte leczenie i tak nie przyniosłoby skutku. Scenariuszy jest wiele, ale jedno jest pewne: zmarło dziecko, maleńkie i zupełnie bezbronne…

Pewne jest także to, że na świecie pozostało dwoje ludzi, dla których życie straciło sens w jednej chwili. Rodzice. Przez dwa lata wychowywali swoje dziecko, kochali i utulali do snu. Mama zapewne codziennie kąpała synka, a tata czytał mu bajki na dobranoc. A gdy zasypiał całowali czule w policzek i szeptali, jak bardzo kochają. I nagle tracą to wszystko i nie mają zupełnie nic. Wracają do pustego domu, gdzie w dziecięcym pokoju leżą porozrzucane zabawki. Zerkają na ułożone w połowie puzzle, które dziś wieczorem mieli wspólnie dokończyć. I wiedzą, że od tej chwili nic już nie będzie miało znaczenia.

Jak żyć, kiedy umiera dziecko? Czy można podnieść się z takiej tragedii i wybaczyć Bogu, że wyrządził nam taką krzywdę? Zupełnie nie wiem, jak czują się w tej chwili rodzice tego chłopca. Ale sama jestem matką, i nie wyobrażam sobie, że któregoś dnia mojego syna mogłoby zabraknąć.

Składam rodzicom zmarłego chłopczyka najszczersze kondolencje.

Blogosfera Canpol Babies

blogosfera-canpol-miniatura

Właśnie zgłosiłam swój blog do Blogosfery Canpol Babies. Jeśli jeszcze nie znacie Blogosfery to szybko wytłumaczę Wam, o co w tym chodzi. To świetna inicjatywa organizowana przez Canpol Babies. Zasady są dziecinnie proste. Osoby prowadzące bloga mogą testować ich produkty a także organizować ciekawe konkursy ze wspaniałymi nagrodami dla swoich czytelników. Mam nadzieję, że choć mój blog jest nowy, to uda mi się zorganizować dla Was konkurs. Trzymajcie kciuki!

W tym miesiącu do wygrania 30 zestawów z kolekcji „Sówki”. Nagroda warta świeczki! :)

Koniecznie zajrzyjcie do Blogosfery: http://canpolbabies.com/pl/blogosfera

„Brudne dziecko to szczęśliwe dziecko”- czy rzeczywiście?

gabi_w_kuchni Będąc ostatnio w odwiedzinach u koleżanki w drzwiach przywitała mnie jej roczna córeczka w brudnych od czekolady bodach i z buzią wysmarowaną lizakiem, biszkoptami i innymi dobrociami. Spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się mówiąc coś w stylu „cześć malutki brudasku”, co moja koleżanka skwitowała słynnym powiedzonkiem „brudne dziecko to szczęśliwe dziecko”. Zresztą, ostatnio coraz częściej to od niej słyszałam. Stąd natchnienie na ten tekst.
Nie jestem pedantką ani żadną perfekcyjną panią domu dbającę przesadnie o czystość swoich dzieci. Mój syn nie raz chodził po domu w brudnych bodach. Spoglądałam wtedy zazwyczaj na zegarek, oceniając czy warto go przebierać, skoro zostało dwie godziny do kąpania. Często oblewał się sokiem, wodą lub olejem z rogowej szafki, do której uwielbia zaglądać. I naprawdę nie uważam, że ma ochotę chodzić w tych brudnych ubraniach cały dzień. Przecież sam na tym o tym nie powie. Ale brudne ubrania to tylko jedna kwestia. Klejące, brudne, pucate policzki dla mnie osobiście są przerażające. Dziecko się brudzi, rozumiem to. Ale na litość boską, nie wyobrażam sobie, że po zjedzonym obiedzie czy przekąsce miałabym nie wytrzeć mojemu dziecku buźki czy umyć rączek. Sami nie chodzimy po domu z buzią ubabraną jajecznicą ze śniadania, więc dlaczego nasze dzieci mają pamiętać co jadły trzy godziny temu. Patrząc na córeczkę mojej koleżanki miałam wrażenie, że za chwilę zleci się całe stado much by posmakować tych słodkości na jej policzkach. Potrzeba było chyba pół godziny namaczania, żeby zmyć ten brud. I tu pojawia się moje pytanie: czy rzeczywiście moje dziecko, któremu skrupulatnie wycieram buźkę po każdym posiłku jest mniej szczęśliwe? I czy aby przypadkiem nie ma w tym odrobiny lenistwa ze strony rodzica?